W poszukiwaniu śniadaniowych przepisów

Wyobraźmy sobie sztukę teatralną, którą mamy możliwość stworzyć w wielu miejscach na świecie. Kilka aktów, z których każdy rozgrywany jest w innym miejscu na Ziemi. My obserwując rzeczywistość, starając się ją ująć reżyserskim okiem, próbujemy stworzyć coś niepowtarzalnego, uchwycić różnorodność i znaleźć w niej elementy wspólne. Scena, ludzie, przygotowane rekwizyty, jedzenie znajdujące się na stole… wtem ktoś krzyczy: „Akcja!”, zaczyna się próba! Tematem sztuki jest śniadanie – posiłek konsumowany na różny sposób w poszczególnych kulturach i krajach.

w-poszukiwaniu-sniadaniowych-przepisowKażdy z aktów naszej sztuki różni się od innych, stanowiąc indywidualny i niepowtarzalny zbiór scen. Owszem występują części wspólne, które nie rzutują jednak na wyjątkowości konkretnego aktu. Osobliwość każdego z nich wynika ze specyfiki posiłków, przy których zasiadają zaangażowani przez nas aktorzy. Aktorzy pochodzą z miejsc, w których odgrywane są poszczególne sceny. Bo to właśnie ludzie kreują miejsce i na odwrót, miejsce kreuje ludzi. My natomiast staramy się ująć esencję pojedynczej kultury i wynikających z niej zwyczajów żywieniowych.

Z dobrze skomponowanym śniadaniem jest jak z dobrze napisaną sztuką teatralną. W momencie gdy uda nam się stworzyć idealne dla naszego zdrowia menu śniadaniowe, powinniśmy je „wystawiać” codziennie ku uciesze widzów, którymi w tym przypadku są: nasz organizm oraz samopoczucie. Za pomocą tworzonej przez nasz sztuki, sprawdźmy co pojawia się na porannych stołach  w różnych zakątkach świata, poznając różnorodne przepisy na śniadania.

Akt I – Niemcy
Miejsce: Mieszkanie w bloku w centrum Berlina.
Scena: Poranek w jednym z niemieckich domów w centrum Frankfurtu nad Mennem. Matka przygotowuje dzieci do szkoły, szykuje typowy, niemiecki śniadaniowy posiłek.

Kurtyna poszła w górę, obserwujemy scenę, pozwalając aktorom na spontaniczność. Scenariusz został napisany przez codzienność, my choć jesteśmy reżyserami nie ingerujemy w pęd życia, pozwalamy mu płynąć. Akcja! Scena została odegrana. Stop! Przychodzi czas na analizę…

Z odegranej scenki wynika, iż Niemcy bardzo rzadko decydują się na wyszukane potrawy. Stawiają raczej na szybkość spożycia konkretnego posiłku i przede wszystkim na…mięso. To właśnie ono, w różnej postaci: wędliny czy kiełbasy jest prawdopodobnie najpowszechniejszym dodatkiem do pieczywa. Szynka szwarcwaldzka, kilka niewielkich frankfurterek z musztardą, a nawet bekon…tak na pewno nie wygląda pożywne, dietetyczne śniadanie!

I na nic zda się to, że od czasu do czasu na niemieckich talerzach pojawią się konfitury, musli czy owsianka, którą mama serwuje dzieciom. Zdecydowanie częstszą praktyką śniadaniową jest spożywanie mięsnych posiłków. Ale nie znęcajmy się tak nad Niemcami, póki nie odwiedziliśmy jeszcze Wysp Brytyjskich…

Akt II – Anglia
Miejsce: Kawiarnia na jednej z ulic w londyńskiej dzielnicy Wimbledon.
Scena: Ludzie wchodzący do kawiarni, zamawiają swój ulubiony śniadaniowy posiłek. W tle słychać muzykę Davida Bowiego. Za oknem deszczowy poranek. Ludzie z parasolami spieszą się, by przed pracą zjeść śniadanie .

Jesteśmy w angielskiej stolicy… Przechodząc nieopodal wimbledońskich kortów rzucamy okiem na ludzi, którzy postanowili zjeść pierwszy posiłek na mieście. Zaczynamy kolejny rozdział naszej sztuki… Wszyscy wokół zachowują się dość nerwowo. Pośpiech, który im towarzyszy na pewno nie jest najlepszym kompanem zdrowego śniadania.

Jeśli chodzi o dania, trzeba przyznać, iż prezentują się na tyle obficie, że mogą być konsumowane również w porze obiadowej. Dość dużą popularnością cieszą się sadzone jajka z zasmażanym boczkiem, smażone kiełbasy oraz parówki… Myślę, że Niemcy bez problemu mogliby spożywać śniadanie w towarzystwie Anglików i przesadnie nie wybrzydzać. Zwłaszcza, że również Anglicy lubią od czasu do czasu, a zwłaszcza zimową porą zaserwować sobie z rana porcję owsianki.

Urozmaiceniem w stosunku do kuchni nadreńskiej są za to między innymi tosty, które również w naszym kraju są coraz częściej serwowane, do tego warzywa… grillowane  i fasolka w sosie pomidorowym. „English breakfast” nie może się obyć niestety bez smażenia czy grillowania, z tego względu nie może być uznawany za zdrowy początek dnia.

Wysokokaloryczność produktów oraz ich olbrzymia ilość to na pewno nie jest to, czego nasz organizm potrzebuje po przebudzeniu. Dlatego może przenieśmy się kanałem La Manche nad Sekwanę i tam spróbujmy stworzyć kolejną część naszej sztuki.

Akt III -Francja
Miejsce: Dom jednorodzinny położony w Metz nad rzeką Moselle, za oknem piękny sierpniowy, niedzielny poranek.
Scena: Ciocia z wujkiem przygotowują śniadaniowy posiłek dla gości, którzy przyjechali do nich z Polski. Rozmowa  na temat różnic między Francją a Polską. W tle słychać utwory Edith Piaff.

Kolejny akt naszej sztuki przenosimy do największego miasta Lotaryngii – Metz.Do jednorodzinnego domu, w którym zamieszkuje ponad osiemdziesięcioletni polski weteran wojenny, który po roku 1945 osiadł na stałe we Francji oraz jego francuska żona. Podkreślamy pochodzenie małżonki, gdyż co to za francuskie śniadanie, które przyrządziła Polka na obczyźnie?

Kurtyna, wszyscy na miejsca, wnosimy stół, do którego zasiadają „aktorzy”. Akcja! Posiłek, który serwuje ciocia jest lekki i bardzo smaczny, co widać po zachwyconych smakiem gościach.. Oczywiście nie może obejść się bez bagietki, której zakup jest rytuałem. Francuzi mają olbrzymi wybór jeśli chodzi o piekarnie, serwujące zawsze (!) świeże pieczywo.

„Pain cuit dans un bois” czyli „chleb pieczony na drzewie” – tak nazywa się piekarnia do której nasi bohaterowie zajechali po przebudzeniu. Oprócz bagietki z pleśniowym serem lub dżemem, widzimy również płatki musli z suszonymi kawałkami owoców oblanych zimnym mlekiem. Ciocia wyraźnie się zdziwiła, gdy jeden z gości powiedział, że w Polsce jemy musli na gorącym mleku albo z jogurtem naturalnym… Co kraj to obyczaj! Na drugie śniadanie – rogaliki z konfiturą…Francuzi preferują śniadanie na słodko, dla niektórych tej słodyczy może być trochę za dużo, ucieknijmy zatem do Skandynawii.

Akt IV – Szwecja
Miejsce: Poranek w szwedzkim mieście Malmoe. Za oknem jednorodzinnego domu słuchać szum Bałtyku, który zapowiada nadchodzące chłodniejsze dni.
Scena: Mężczyzna w średnim wieku, czytający gazetę o poranku. W czasie gdy oczy wędrują po ścieżkach w postaci liter, organizm pozyskuje energię ze śniadaniowego posiłku.

Szwedzi – naród co prawda bardzo liberalny, jednak w przypadku podejścia do śniadaniowego menu jak najbardziej konserwatywny. Obserwujemy mężczyznę, który trzyma w ręku gazetę, tym samym potwierdzając opinię o Szwedach jako najbardziej rozczytanym narodzie w Europie. W drugim ręku trzyma talerz, na którym znajdują się śniadaniowe rarytasy. Możemy dojrzeć krakersy nazywane „knäckebrod”. Na nich zazwyczaj pojawia się ser, któremu towarzyszy szynka oraz warzywa. Tak też wygląda poranna kompozycja naszego bohatera.

Jako, że jesteśmy w Skandynawii, nie może obyć się bez produktów rybnych, które stanowią ważny składnik różnorodnych przepisów. Tak więc widok chleba posmarowanego rybną pastą albo kawiorem, lub obłożony kawałkami marynowanego surowego łososia (gravadlax) nie powinien specjalnie dziwić. Obok kanapki widzimy kawałek chleba, przykrytego właśnie surowym łososiem. A propos rybnych przetworów na śniadanie. W Holandii dość często serwowane są zielone śledzie (Groene Haring), które swój kolor zawdzięczają  marynowaniu w solance.

Inne szwedzkie śniadaniowe produkty są już dużo bardziej klasyczne: jajka gotowane na twardo lub na miękko oraz musli, ewentualnie płatki kukurydziane. Te ostatnie możemy również zjeść na Islandii dokąd udajemy się na kolejną krótką scenkę śniadaniową.

Akt V – Islandia
Miejsce: Jedno z najdalej wysuniętych miast na północ Europy – Akureyri. Ostre, islandzkie powietrze wdziera się przez okno, do jednego z domów.
Scena: Weekendowy poranek. Przy rodzinnym stole zasiada młode małżeństwo z Polski. Do stołu przychodzi zaspane dziecko. Rodzice przyrządzają typowe islandzkie śniadanie.

Polacy stanowią najliczniejszą grupę cudzoziemców w jednym z najbardziej niezwykłych europejskich krajów. Islandczycy ujmują wszystkich Polaków swoją gościnnością. Grzechem byłoby więc nie odwzajemnić ciepłego nastawienia potomków Jona Arasona  i nie spróbować ich tradycyjnego dania – súrmjólk.

Jesteśmy w jednym z wielu „czekoladowych” domów w Akureyri. Islandzka rodzina przygotowuje tradycyjny, rodzinny posiłek. Na talerzu pojawia się coś na pograniczu jogurtu i kwaśnego mleka z dodatkiem orzechów i rodzynek. Tak właśnie wygląda endemiczny dla kraju gejzerów posiłek – „súrmjólk”.

Zaspane dziecko, które wbiegło w pół senne do dużego pokoju widać niezbyt przepada za tym islandzkim specjałem. Dla niego mama przygotowała owsiankę z dodatkiem niewielkich rodzynek, która również jest dość popularnym posiłkiem w krainie lodu. Mróz daje się we znaki, dlatego zmieniamy klimat przenosząc się na Półwysep Apeniński.

Akt VI – Włochy
Miejsce: Włoski rejon Kampania, położony nad Zatoką Neapolitańską – Neapol. Obserwujemy bar położony w największym w Europie centrum. W oddali widać wygasły wulkan Wezuwiusz.
Scena: Do baru wchodzi grupka mężczyzn i kobiet w eleganckich strojach. W tle słychać gwar rozmów. Kelnerzy mają pełne ręce roboty.

Włosi podobnie jak Francuzi rozsmakowują się o poranku w swoich słodkich produktach. Popularnym smakołykiem jest wafelek w kształcie rożka z czekoladą, budyniem lub słodkim kremem (tzw. Cornetto). Na stołach widzimy również granitę. Pod tą nazwą kryje się deser ze zmrożonego lodu z orzeźwiającym sokiem i kawałkami owoców.

Bohaterowie naszej sztuki dość szybko zamówili sobie poranną przekąskę i espresso na pobudzenie. Słowo „przekąska” dokładnie oddaje wielkość pierwszego posiłku, jaki zazwyczaj spożywają Włosi. Po obfitej kolacji o dość późnej porze dnia poprzedniego, śniadanie musi być lekkie i pobudzające. Rogalik, kilka ciasteczek i espresso ewentualnie cappucino według Włochów w zupełności odpowiadają na te potrzeby.

Nie o jedzenie tu jednak chodzi. Poranek dnia powszedniego to przede wszystkim czas rozmów z przyjaciółmi, rozwijania relacji, wymiany żartów i uśmiechów. Przyglądamy się więc, jak nasi bohaterowie rozmawiają, przerywając swoje wypowiedzi wybuchami śmiechu. Od czasu do czasu przegryzają słodkości, by na koniec popić wszystko espresso.

Nie chcąc im przerywać, po cichu wymykamy się z baru i pięknego Neapolu. Naszym kolejnym celem jest kontynent azjatycki.

Akt VII – Chiny
Miejsce: Dom jednorodzinny, położony na obrzeżach Pekinu. Do środka zaprasza nas starsze małżeństwo z charakterystyczną chińską życzliwością.
Scena: Starsze małżeństwo przygotowuje śniadaniowy posiłek sobie i wnuczkom, które goszczą u nich podczas weekendu.  Za oknem widać olbrzymią ilość rowerzystów, o których śpiewa Katie Melua. Miasto tętni życiem od wczesnych godzin porannych. Trudno znaleźć dróżkę na której nie ma ani jednej osoby.

Na wstępie należy zaznaczyć, że w Azji mamy tu sporą różnorodność w jadłospisach. Już w samych Chinach rodzaj spożywanego posiłku zależy od miejsca zamieszkania! Na południu najbardziej zaludnionego kraju na świecie spożywa się posiłki z ryżem.Ciasteczka ryżowe czy makaron są więc częstym daniem śniadaniowym. Najpopularniejszy chiński produkt jest również dodatkiem do owsianki, która łączy śniadaniowe menu z wielu krajów.

Na północy Chin popularne stało się pieczywo gotowane na parze  z dodatkiem warzyw, które popija się napojem sojowym.

My natomiast jesteśmy w chińskiej stolicy. Obserwujemy jak babcia przyrządza swoje popisowe danie na poranny posiłek – zupę z twarożkiem sojowym – tofu. Danie to popularne jest zarówno w centrum jak i we wschodniej części najbardziej zaludnionego kraju świata. Z tofu wiąże się chińska tradycja, która pielęgnowana jest od prawie 2000 lat! Twarożek przygotowany na bazie mleka sojowego zaczął być regularnie spożywany już w II wieku n.e.

Teraz w XXI wieku wciąż pozostaje podstawowym elementem śniadaniowego posiłku. Zupa z tofu przygotowana przez babcie smakuje wnuczkom. Rośnie kolejne pokolenie, które będzie pielęgnować tradycję sojowego twarożka.

Akt VIII – Japonia
Miejsce: Tokio. Firma  w jednym z japońskich wieżowców.
Scena: Pracownicy przygotowują sobie śniadanie, którego nie zdążyli zjeść w domu. Lekkie zamieszanie. Wszyscy śpieszą się z przygotowaniem posiłku, biegają po dość sporej kuchni.

Zaczynamy kolejną azjatycką część naszej sztuki. Obserwujemy pewien umiarkowany konserwatyzm w wyborze śniadaniowego dania. Tym stałym punktem porannego jadłospisu w kraju kwitnącej wiśni wydaje się być zupa miso z dodatkiem twarożku, który poznaliśmy w chińskiej stolicy. Zupa miso z tofu wlewa się na biurowe talerze i jest spożywana w pośpiechu.

Są jednak odstępstwa od powyższej formy śniadania. Widzimy kilka osób, które od śniadania w postaci zupy wolą warzywa z kuleczką słodkiego ryżu. Jeszcze inni wybrali rybę w sosie sojowym, który jest bardzo popularnym dodatkiem do wszelkiego rodzaju mięs, ryb, a nawet warzyw. Czas na śniadanie się skończył, wszyscy wracają do pracy. My tymczasem wędrujemy na Bliski Wschód.

Akt IX – Iran
Miejsce: wioska Kolmeh, położona niedaleko irańskiej stolicy – Teheran. Mały domek, zamieszkiwany przez małżeństwo z 7 dzieci.
Scena: Wspólna modlitwa o poranku. Następnie mama/żona przygotowuje śniadanie dla całej rodziny. Za oknem dość wysoka jak na poranek temperatura; duszno.

W czasie obserwacji naszych irańskich „aktorów” słyszymy co chwila słowa: „halim” i „naan”.
Jak to dobrze, że jeden z montażystów zna język perski i kulturę Bliskiego Wschodu. Okazuje się, że obie         te nazwy określają najpopularniejsze śniadaniowe potrawy z kraju położonego nad Morzem Kaspijskim.

Naan to rodzaj chleba, podobnego do pity, który Irańczycy wypełniają m.in. jajkiem, masłem czy dżemem. Halim natomiast to dość specyficzna potrawa pszeniczna z dodatkiem masła, cukru i cynamonu. Specyficzna, bo jest spożywana razem z mięsem: kurczakiem lub baraniną. Mięso na słodko? Hmmm…

Dzieci zajadają się chlebkiem naan z masłem i dżemem. Rodzice z kolei wybrali halim z mięsem. Życząc im smacznego, wsiadamy z całą ekipą w samolot do Sydney.

Akt X – Australia
Miejsce: Największe australijskie miasto – Sydney. Centrum miasta. Mieszkanie z widokiem na rozpoznawalną na całym świecie Sydney Opera House.
Scena: Australijska rodzina w subtelnej ciszy przygotowuje się do codziennego porannego obrzędu. Ojciec, wchodzi do domu ze świeżym pieczywem z pobliskiej piekarni.

Kurtyna poszła w górę, obserwujemy zachowanie naszych bohaterów i już po kilku sekundach zauważamy aurę relaksu i spokoju, jaka im towarzyszy. Zupełnie inaczej niż w angielskiej stolicy, w której na każdym kroku dawał o sobie znać pośpiech i zdenerwowanie możliwością spóźnienia się do pracy. W multikulturowej Australii jest zupełnie inaczej.

Wydaje się, że w tak zróżnicowanym etnicznie kraju, trudno znaleźć jakieś utarte konwencje dotyczące porannego posiłku. Nic bardziej mylnego!
Jednym z głównych śniadaniowych produktów jest przypominający czekoladowy krem „vegamite”. Pod tą tajemniczą nazwą nie kryje się jednak żaden słodki przetwór, tylko pasta, będąca wyciągiem z drożdży. Do niej dodaje się zazwyczaj warzywa, które podkreślają jej specyficzny smak. Mieszkańcy Antypodów są wręcz zakochani w tej masie, podkreślając jej walory zdrowotne. Kończymy scenę, kurtyna przysłania nam naszych bohaterów. Mamy trochę czasu by spróbować australijskiego specjału.

Po podróży przez śniadaniowe stoły w różnych zakątkach świata, wracamy do Polski. Poznaliśmy dość ciekawe poranne menu: wysokokaloryczną kuchnie angielską i niemiecką, znacznie delikatniejszą wersje francuską, rybny posiłek w Szwecji oraz specyfikę kuchni chińskiej, japońskiej, irańskiej i najciekawszy produkt z Antypodów. Wracamy zatem po naszej długiej wyprawie. Zmęczeni kładziemy się spać, by o poranku przygotować sobie pożywny polski posiłek.

Zaraz…zaraz. Czy istnieje w ogóle coś takiego jak „tradycyjne polskie śniadanie”? Każdy z krajów, w którym tworzyliśmy kolejne akty wyróżnia się w większy lub mniejszy sposób śniadaniowy posiłkiem lub jego pojedynczym elementem. Różnorodność śniadań na świecie jest bardzo ciekawa. Czemu więc nie dodać naszej polskiej cegiełki do tego różnorodnego bogactwa potraw? Oczywiście możemy przygotować sobie szwedzkie lub australijskie śniadanie. Lecz czyż nie lepiej pokazać całemu światu nasz rodzimy poranny posiłek. Przecież jest tyle produktów na naszej polskiej ziemi, które odpowiednio skomponowane mogą wypełnić nasz śniadaniowy jadłospis.

Autor: Sante